 |
Złota Gałąź Nadprzyrodzone Nierzeczywiste Ponadczasowe Forum Humanistów
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Sob 0:24, 08 Gru 2007 Temat postu: Muzyka... |
|
|
Wiem doskonale, że trudno jest pisać i mówić o czymś co nie ma początku, nadal trwa i na pewno nie będzie miało końca. Jeszcze trudniej wyrazić te emocje, które są jej skutkiem. Rzec można wiele o muzyce, ale dokładne jej opisanie nie jest możliwe. Czym jest te czasami parę dźwięków powodujących dreszcz emocji na plecach? Co za siła drzemie w tym medium, narzędziu wyrażania miłości, nienawiści, strachu, nadziei? Jeszcze trudniej, jak wyrazić ten emocjonalny ładunek skoro użyto do przekazu muzyki, gdyż słowa to definitywnie za mało?! Muzyka to absolut. Początek i koniec w nieskończoności wyrażania siebie. Spróbujmy niemożliwego obdzielmy siebie wrażeniami z muzyki słowami.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Czw 19:15, 13 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
I oto kolejny temat stworzony jakby na moje specjalne zamówienie mógłbym tu pisać i pisać .... tylko że tyle zagadnień chciałbym poruszyć, a przecież nie mamy całego tygodnia I coś muszę wybrać - mam pisać o tym, czym jest wg mnie muzyka, jakiej słucham, czy co myślę o poszczególnych jej wykonawcach i ich wielkich powrotach? Mogę się albo rozwieść o jednym z tych zagadnień, albo napisać po trochu o wszystkim zdecydowałem się jednak, że chwilowo nie będę się rozwodził, bo to źle wróży na przyszłość
No więc obrzydliwie ogólnie:
Gatunki: Głównie tak zwany klasyczny rock z lat 60. i - przede wszystkim - 70., w szczególności podgatunki prog, psycho i hard
Zespoły \ płyty \ utwory: funkcje zmienne w czasie
Czym jest: chyba jednak czymś więcej niż tylko zwykłą sekwencją dźwięków; był taki jeden Nietzsche, wiecie, który napisał to kiedyś o niebo lepiej, niż ja byłbym w stanie kiedykolwiek :
Niejaki Nietzsche napisał: | Tragedia chłonie istotę muzyki, przez co - zarówno w Grecji, jak i u nas - dopełnia ją, potem jednak stawia obok tragiczny mit i tragicznego bohatera, który następnie, jak potężny Tytan, bierze na swe barki cały dionizyjski świat, by nam ulżyć; jednocześnie poprzez ten sam tragiczny mit, w osobie tragicznego bohatera, potrafi uwolnić nas od uporczywego dążenia ku takiej egzystencji, i wskazać inny byt i wyższą formę szczęścia, do której walczący bohater z całą świadomością przygotowuje się poprzez swą klęskę, a nie przez zwycięstwa. Tragedia kreśli między uniwersalną wartością swej muzyki a dionizyjską wrażliwością słuchacza doskonałą parabolę, mit, dając każdemu wrażenie, że muzyka jest tylko najdoskonalszym sposobem ożywienia plastycznego świata mitu. Dzięki temu szlachetnemu złudzeniu może teraz ruszyć do dytyrambicznego tańca i bez obaw poddać się orgii wolności, w której muzyka jako taka, bez tych pozorów, nie odważyłaby się pławić. Mit chroni nas przed muzyką, równocześnie dając jej absolutną wolność. Za to muzyka, w rewanżu, nadaje tragicznemu mitowi tak intensywne i przekonujące metafizyczne znaczenie, jakiego słowo i obraz nigdy nie zdołają osiągnąć; a poza tym dzięki niej tragicznego widza ogarnia to przeczucie rozkoszy, do której dochodzi się poprzez upadek i negację, oraz wrażenie, że wszystko przemawia do niego z głębi swej istoty. |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Meliana
Jaspis
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Czw 21:44, 13 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
No to żeś przywalił z tym Nitzschem. Chciałam się tutaj uzewnętrznić, wyciągnąć z zastygłych pokładów podświadomości moje najbardziej lotne myśli, a tu klops.
Mówiąc jednak serio, to cytat jest świetny, aż chciałoby się krzyknąć: to ja się podpisuje pod tym obiema rękoma, a nawet nogami i nie mam nic do dodania.
Tylko, że ja jestem już takie dziwne zwierzę, które to lubi dużo pisać, nie zawsze na temat, ale zawsze mam sporo do powiedzenia.
Wiesz X-sie, ostatnio na wykładach ze współczesnych idei i ruchów politycznych mieliśmy coś o Nowej Lewicy i buncie młodzieżowym końca lat 60-tych. Pani doktor zanim rozpoczęła zajęcia, przywitała nas najpierw utworem The Rolling Stones pt. "Sympathy For The Devil" z efektownym solem gitarowym Richardsa. Wiesz...była to miła odmiana od rutynowej i sztampowej formy zajęć, którą prowadzą inni wykładowcy. Bardzo mi się spodobał ten kawałek, choć sama nie znam się aż tak dokładnie na muzyce tamtego okresu. Podobno właśnie tym utworem Stonesi zapoczątkowali bunty młodzieżowe na uniwerkach amerykańskich, a kraj ogarnęła prawdziwa orgia muzyki rock'owej, pokojowych demonstracji i ogólnego sprzeciwu wobec "stęchlizny" świata po II wojnie światowej.
Wracając jednak do muzyki - może cosik o moich zainteresowaniach. Mieszczą się one raczej w obrębie muzyki klasycznej, filmowej, etnicznej, a także folka, rocka progresywnego i czegoś pomiędzy swingiem, jazzem i popem. Wiem takie to ogólne dziwactwa, ale gdy się je zacznie dobierać do nastroju, pory roku, czy pogody, to można zrozumieć tę specyficzną mieszankę.
Muzyka nie tylko mnie uspakaja, relaksuje, ale też pobudza do działania, energetyzuje, wreszcie pomaga myśleć i za to jej chwała!!! Czasem się zastanawiam, czy temat taki jak ten nie nadaje się przypadkiem do działu Mitologie i Religie, bo dla mnie muzyka jest niemal "boskim tchnieniem", obcowaniem na wyższym poziomie świadomości, nawet zetknięciem ze sferą sacrum.
Jeśli gdzieś na tym świecie da się wyczuć rzeczy, które są ponad nami, to na pewno jest wśród nich muzyka. Brzmi to wszystko strasznie górnolotnie, ale myślę, że ta materia zasługuje na takie właśnie traktowanie. Znam ludzi, dla których muzyka jest niemal całym życiem, a już na pewno jego znakomitą częścią, dlatego należy jej się największe uznanie.
A i jeszcze jedno: muzyka niestety potrafi też dzielić. Czemu jedni ludzie dyskredytują jej inne rodzaje i odmiany? Nie mam pojęcia. W końcu ta materia żyje przecież w duszy każdego z nas i nie powinno się jej narzucać nikomu. Ja tam jestem skłonna zrozumieć każde "dziwactwo" muzyczne, nawet to niesławne w naszym kraju Disco Polo.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Czw 23:41, 13 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
Jeżeli zaczynamy od wizytówki naszych gustów muzycznych ja również podzielę się co za dźwięki najczęściej dolatują moich uszu. (czym jest dla mnie muzyka już napisałem )
Trudno ale trzeba zacząć od zamierzchłych czasów, kiedy to rozpoczynałem przygodę jako wytrawny meloman. Otóż muzyka w mojej rodzinie była od zawsze (ojciec perkusista i basista) ale to właśnie dzięki staraniom mojej mamy trafiłem w podstawówce do szkoły muzycznej, gdzie uczęszczałem na lekcje gry na saksofonie altowym. Ale nie o tym chciałem pisać/mówić. Przedziwny był dla mnie to czas bo z ery, kiedy największym idolem był dla mnie Dj Bobo i Scooter przeszedłem w świat muzyki poważnej- głównie Mozarta, Czajkowskiego, Dvorzaka, Chopina, Bacha, Mendelssona-Bartholdego i oczywiście mojego umiłowanego Beethovena ( zachwyt muzyką poważną został mi do dziś). Oprócz tego trafiłem do środowiska muzyków, jak by na to nie patrzeć pewnego rodzaju bohemy muzycznej( o której ojciec mi tyle wspominał ). Zauważyłem wtedy, że najlepszą inspiracją dla odkrywania nowych horyzontów w muzyce są rady kolegów. I tak niejaki Paweł L. i Błażej K. (wokalista i gitarzysta zyskującego sławę zespołu Kawałek Kulki) mieli na mój gust muzyczny potężny wpływ. To oni podsunęli mi płyty zespołu Korn i Fear Factory (nie mylić z Fun Factory). Od tego momentu zacząłem słuchać ciężkiego grania. Wraz z ukończeniem drugiej klasy szkoły muzycznej rozpocząłem edukację w liceum, gdzie dzięki trzem muzycznym muszkieterom ( Joyius, Rudy, Wiącu) poznałem uroki heavy metalu spod znaku Iron Maiden, Helloween. Jak i dzięki temu pierwszemu stawiałem pierwsze kroki jako wielbiciel black metalu - tego polskiego w postaci zepołu Behemoth jak i zagranicznego Cradle of Filth (!!!), Dimmu Borgir czy Immortal. Wtedy to saksofon zamieniłem na gitarę basową. Nadszedł czas studiów i moje gusta nadal ewoluowały, jak, w którym kierunku, to nie zdradzę, chciałbym, żeby wynikło to w trakcie konwersacji na temat przesłuchanych płyt, wrażeń z koncertów czy innego rodzaju związanych z muzyką doświadczeń. let the music play....
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Erni dnia Czw 23:44, 13 Gru 2007, w całości zmieniany 2 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Pią 17:50, 14 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
No dobra, to skoro Wy się rozwiedliście, to teraz ja też się rozwiodę - a co - nie będę gorszy
A zatem, jak już wczoraj wspomniałem, ta moja muzyczna wizytówka jest obrzydliwie wręcz ogólna, i tak naprawdę nie oddaje wiele ... no, może poza pewnym ogólnym wektorem ale, jak wiadomo, są trzy rodzaje kłamstw, a ogólne wektory są właśnie jednym z nich na przykład według ogólnego wektoru to w tym domu rządzi mieszkający tu kot
Emmm, no i od czego by tu zacząć. Jeśli od początku to musiałbym chyba od tych nieszczęsnych, skrzeczących winylów (a tak! ), z których Ciemna Strona Rogera Watersa nuciła mi historię Pinka zanim jeszcze nauczyłem się chodzić - krzywili mi gusta od małego więc nic dziwnego że teraz są skrzywione - nie komentuję tego publicznie poza tym to małe, stosunkowo niewinne dziecko było jeszcze wystawione na stały wpływ wielu innych rockowych satanistów, a nagrywane przez nich nagminnie backward messages każdego dnia kołysały je do snu. Nie można wykluczyć pewnego wpływu
..... ale jeśli miałbym zaczynać od tych wszystkich winylów, a potem posuwać się do przodu, to musiałbym nieźle kluczyć i meandrować, a i tak pewnie pogubiłbym się gdzieś w tych wszystkich latach, podczas których niejedną fazę się przecież przeszło lepiej więc przejdę od razu do ostatecznego rezultatu, to znaczy do siebie dzisiaj, 14 grudnia Anno Domini 2007 No więc przede wszystkim są dwa takie zespoły, które towarzyszą mi właściwie całe życie, i ciągle plasują się bardzo wysoko - Pink Floyd i King Crimson - powiedzmy, że (z braku lepszych określeń) ulubione chociaz tak naprawdę to nigdy nie miałem serca do takich klasyfikacji - zespoły albo podobają mi się albo nie, a jeśli tak to każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju - no ale tym dwóm trzeba jakoś zapremiować rzadki fakt ćwierćwiecznego (i wciąż satysfakcjonującego ) pożycia więc niech już będzie, że ulubione.
Poza tym z tego nurtu słucham jeszcze Jethro Tull, Van der Graaf Generator, Rush, Camel, Emerson, Lake & Palmer, Yes, Genesis z Gabrielem i Gabriela bez Genesis jest też taki dziwny Project - w przypływie natchnienia nazwany po prostu Alan Parsons Project - który uważam za bardzo udany w całej swojej wielkiej dziwności, a w szczególności udane są dwie jego płyty zatytułowane "Eye in the Sky" i "Ammonia Avenue" Nurt neoprogresywny już mi się tak nie podoba - bo jak klasycznym progowcom pewne rzeczy przychodziły naturalnie, tak ci neo czasami tak bardzo starają się zrobić jakiś prog, że aż przykro patrzeć jak męczą nas, siebie i gatunek co nie zmienia faktu, że zdarza mi się posłuchać ich z przyjemnością - Marillion, Porcupine Tree czy Fisha - ale to są już tylko pojedyncze płyty czy utwory
Bardzo często słucham też właściwie całej muzycznej reprezentacji lat 60. - uwielbiam The Doors i poezję Morrisona, Velvet Underground (późniejszego Lou Reeda też, ale wybiórczo), Procol Harum, Cream, The Yardbirds, Grateful Dead, Jefferson Airplane, Iron Butterfly, Hendrixa i Joplin, Cpt Beefhearta, wspomnianych już tu Stonesów (nawet jeśli dzisiaj robią już tylko rock&roll&geriavit, to to i tak jest dużo więcej, niż pokazuje niejeden młody zespół - a Keith, który ostatnio spadł z palmy, to wręcz archetyp ) - no jak widać z lat 60. normalnie wszystko - tylko co do Beatlesów mam mieszane uczucia ach, no i jeszcze Vanilla Fudge vel Waniliowa Krówka - wkurza mnie jakoś - nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć
Z nurtu hard najbardziej sobie cenię Led Zeppelin (chociaż nie będę ukrywał, że ten ich poniedziałkowy "wielki powrót" rozbawił mnie jak dziką norkę ), Thin Lizzy, Deep Purple z Gillanem, Black Sabbath z Ozzym i Guns N'Roses BEZ Axla - tzn Velvet Revolver - i tak to traktujmy, a jego ekscelencję Axla Williama Rose raczmy zostawić w jego samotni, i niech tam sobie pracuje nad swoją Chinese Democracy - może osiągnie ją wcześniej niż Chińczycy, a może nie ja w każdym razie nie będę robił hałasu nad tą trumną
Lubię też kilka innych rzeczy - spoza tych (i tak b. szerokich) szufladek - Scorpions, Queen, Nick Cave, The Mars Volta, Bob Marley, niektóre klasyki (szczególnie Wagnera, Vivaldiego, Bacha, Pendereckiego, Czajkowskiego i Kurta Weilla), oraz jazz - który w posagu przyniosła mi Lepsza Połowa - najbardziej podpasował mi tu Miles Davis i Jamiroquai
....... no i czemu mam takie wrażenie, że to wszystko to prawie same starocie? ... ach, jeszcze czarny blues chicagowski, który jest nawet jeszcze starszy FAQ-ing Good Music
Co do tolerancji muzycznej, to ja się staram w miarę możliwości nie wypowiadać na temat Disco Polo czy Dody, co nie zawsze mi wychodzi - czasami mam zły dzień i po prostu muszę ale cóż, Xy są tylko Xami
Dobra, a teraz moja bierze i wypada z obiegu na cały weekend
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez X dnia Pią 18:54, 14 Gru 2007, w całości zmieniany 3 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Pon 16:46, 24 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
No to rzeczywiście telegraficzny skrót jak się patrzy Nie byłby sobą gdy bym się do pewnych kwestii ... ale tylko do paru żeby nie przeciągać Z tego co piszesz X-sie to słuchasz głównie tzw. staroci Nie piszę to w żadnym wypadku w kontekście dyskredytujący, wręcz przeciwnie. Nadal raz na jakiś czas lubię sobie posłuchać starych Zeppelinów lub Purpluf . Mimo to za Floydami nigdy specjalnie nie przepadałem... ot rzecz gustu. Wspomniałeś o Gunsach hmmm stare czasy, nikt tak dobrze nie określił w swojej muzyce istotą rocka jak właśnie ekpia Axla, niestety Velvet Revolver nie jest już kapelą chociąż w połowie im dorównującą. Tak jak napisałem na początku będę odnosił się tylko do niektórychkapelek jakie wymieniłeś. No to następną będzie Porcupine Tree czyli coś o legendzie rock proga, legendzie, która nagrała ostatnio bardzo przeciętną płytę. Słuchająć jej naprawde pierwszy raz od długiego czasu nie wiedziałem dokładnie czego słucham ;\. ot wpadki się muzykom zdarzają. ... kurcze trza do Wiglii się szykować wróce niebawem
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Śro 19:14, 26 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
Witaj, Nadprzyrodzone Nierzeczywiste Ponadczasowe Forum Humanistów!!!
Dzisiaj znowu będzie skrótowo ..... bo w końcu perwersyjna skrótowość to moje drugie imię hehe no, a tak na serio to tu tylko trochę czasu na emisję, a z drugiej strony tak wiele cennych myśli, którymi chciałbym podzielić się ze światem
Erni napisał: | Z tego co piszesz X-sie to słuchasz głównie tzw. staroci |
Fakt starocie to moje ulubione roczniki (jeśli dobrze zakonserwowane)
Erni napisał: | Nadal raz na jakiś czas lubię sobie posłuchać starych Zeppelinów lub Purpluf . |
A jak oceniasz to, co te stare dziwadła robią dzisiaj?
Erni napisał: | "Mimo to za Floydami nigdy specjalnie nie przepadałem... ot rzecz gustu.  |
Si
w przypadku Floydów rzecz ma się dodatkowo tak, że wszyscy, z którymi mam przyjemność o nich rozmawiać, albo ich uwielbiają albo za nimi z tych czy innych względów nie przepadają – i obie te opinie są dla mnie całkowicie zrozumiałe – ale w życiu żem jeszcze nie spotkał nikogo, kto oceniłby ich na „takie sobie, można posłuchać” ....... i całe szczęście, bo chyba odstrzeliłbym heretyka
Erni napisał: | niestety Velvet Revolver nie jest już kapelą chociąż w połowie im dorównującą. |
Czy ja wiem? Dla mnie (chociaż należy pamiętać, że ja jestem bardzo dziwny ) Velvet Revolver co najmniej dorównuje ... może dlatego, że głos Scotta Weilanda bardziej mi odpowiada niż głos pana Rose (j.w., rzecz gustu ), może dlatego, że w G n’R bardziej charakterystyczny zarówno pod względem muzycznym jak i charakterologicznym zawsze wydawał mi się Slash (rzecz tegoż samego co wyżej ), a może też trochę dlatego, że VR nadal wydaje całkiem dobre IMHO płyty, podczas gdy Axl ...... pracuje no cóż, niech sobie zatem pracuje – ja mu specjalnie przeszkadzał nie będę, a ocenię wtedy, kiedy ponoć wszystkich „prawdziwych mężczyzn” oceniać należy tzn jak już wreszcie skończy
Bo że debiutował zaiste wyśmienicie – „Appetite for Destruction” to dla mnie jeden z wielu ulubionych albumów – to oczywiście też jest pewna wartość, ale potem z płyty na płytę było wg mnie tylko gorzej – i jeśli prog definiowalibyśmy jako „postęp”, to karierę pana A. mógłbym określić tylko i wyłącznie jako najczystszy kliniczny przypadek reg
... ale ja oczywiście mam gust pokręcony jak korkociąg po ciężkich prochach, więc w sumie nikt się nie musi szczególnie przejmować moimi ferowanymi na wyrost opiniami
Erni napisał: | Słuchająć jej naprawde pierwszy raz od długiego czasu nie wiedziałem dokładnie czego słucham ;\. |
Hehe, a tu się z kolei w pełni zgodzę to jest właśnie jeden z tych dziwnych albumów, w których nikt nie wie, o co chodzi, a już najmniej chyba sami twórcy ale cóż, to w końcu takie typowe dla tej dzisiejszej prog młodzieży (bo za starych dobrych czasów to wszyscy progowcy wiedzieli o czym piszą )
... no i miało być krótko litościwie uznamy, że było
PS. Acha, no i wiedziałem, że przez to skrótowe pisanie na pewno czegoś zapomnę no i zapomniałem o Lynyrd Skynyrd, tudzież o Franku Zappie i nawet jeśli oni mi to gdzieś zza grobu przebaczą, to ja sam sobie – nigdy
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez X dnia Śro 19:24, 26 Gru 2007, w całości zmieniany 2 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Czw 20:13, 27 Gru 2007 Temat postu: |
|
|
Spytałeś podchwytliwie o nowe wyczyny m.in. Led'ów , nie wiem czy oczekując z mojej strony pogardy do wszelakiej maści come backów czy tego bym wpadał za sprawą tych wydarzeń w zachwyt. I tu jest problem, którego trochę się wstydzę (och bdzie znowu wywnętrznianie się) Otóż czasami mój sentyment pamięci jest silniejszy od racjonalnych przesłanek come backów zespołówo których oczywiście mam świadomość. (kasa) Mimo to uroczyście potwierdzam cieszę się bardzo, że Plant & Co wrócili, jak raduję się z powrotu black metalowców z Immortal, Emperor czy death-trashowców z Fear Factory. Jak odbierają to inni mało mnie obchodzi, bo w końcu.... moje ukochane kapele w pewien sposób wróciły. a co do dziwnych albumów polecam Mastodon "Blood Mountain" płyta tak dziwna, że aż genialna 
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Śro 22:25, 02 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
Podchwytliwie? Ja? A gdzie tam ja jestem człowiek prosty i nieskomplikowany (jak konstrukcja cepa), a i wymagania względem świata mam stosunkowo niskie więc gdy o coś pytam to nie oczekuję od osoby, na którą spada ten wielki, hehehe, zaszczyt, właściwie niczego poza odpowiedzią jakąkolwiek odpowiedzią może być pogarda do wszelkiej maści come backów, może być ślepy zachwyt, może być coś na albo nie na temat, a może też być "lepiej się zbytnio nie interesuj"
Ja osobiście mam do kwestii wszelakich come backów stosunek dość ambiwalentny (co pewnie kwalifikuje się jako poważne zaburzenie ) To znaczy uważam, że ogólny bilans każdego come backu jest generalnie pozytywny, co wcale nie wyklucza faktu, że wszystko to zależy od bardzo wielu aspektów natury tak wyższej jak i niższej Na przykład: legendy powracające na jeden okazjonalny koncert (np. Live 8 czy jakiś memoriał) są bardziej OK niż legendy wracające z jedną tylko osobą ze starego składu i z jakąś nową płytą o której nie wiadomo co sądzić Siwowłosy Waters jest dla mnie bardziej strawny niż siwowłosy Page - to trudne do wytłumaczenia, ale w skrócie opiera się na tym, o co w którym zespole tak naprawdę chodziło Jason Bonham na miejsce Bonza jest w porządku, ale Astbury na miejsce Morrisona to jakiś głupi żart Nie będę wyjeżdżał ze stwierdzeniem, że come backi dla idei są słuszniejsze niż come backi dla kasy, bo jestem na tyle wrednym cynikiem że wierzę w tylko jedną możliwą motywację dla come backu ... co wcale nie przeszkadza mi się z niego cieszyć Czasami I tak dalej słowem, kwestia złożonej sytuacji tudzież moich zindywidualizowanych odczuć w dodatku ambiwalentnych
Poleconą przez Ciebie płytę Mastodon zamierzam w najbliższym czasie ...... hmmm ....... posiąść tak czy inaczej
(bo ja lubię dziwne płyty lubię też dziwne zespoły, dziwne książki, dziwne filmy, a już najbardziej ze wszystkiego uwielbiam dziwnych ludzi! )
PS. Jeśli mielibyście złożyć swój osobisty wunderteam (to znaczy złożyć do kupy osobę, którą uważacie za najlepszego wokalistę z najlepszym gitarzystą, klawiszowcem, perkusistą, flecistą czy kimkolwiek bądź ) ... to kto wchodziłby w jego skład?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Czw 22:32, 03 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
Oj zacząłeś X-sie zacząłeś wkraczać na niebezpieczne tereny niezgłębionych krain mojego gadulstwa. Wiem już, że z Ciebie ryzykant, więc jakby to powiedzieć sam się o to prosiłeś Oto mój wunderteam. (ale ze względu na przemysłowe ilości muzyki jakiej słucham dokonam pewnej kategoryzacji) Dzisiaj będzie więc o najmroczniejszych, najkrwawszych i najbardziej okultystycznych ludziach pałających się muzyką. Oto black metal wunderteam (wiem oczywiście, że to nie Twoja broszka, ale mam nadzieję ,że Cię zainspiruję do posłuchania popisów tych artystów; poza tym w najbliższym czasie podam skład mojej reprezentacji w konkursie hard/prog/classic rock ) :
PERKUSJA- HellHammer (Mayhem, Dimmu Borgir) tu nie mam wątpliwości perkusista legenda, nikt nie młóci tak na bębnach jak on; klasę pokazał ostatnio na płycie "In Sorte Diaboli" Dimmu Borgir) ławka rezerwowych: Horgh (Immortal), Adrian Erlandsson (ex Cradle of Filth), i nasi polscy przedstawiciele Inferno (Behemoth), Daray(Vader, Vesania), Stormblast (Infernal War)
BASS - Robin Graves (ex Cradle of Filth) tu tylko jedno nazwisko, człowiek, którego jak chcę naśladować to boję się o swoje palce
GITARA No 1 - Abbath (Immortal), Silenoz (Dimmu Borgir) - jego riffy mrożą krew w żyłach
GITARA No 2 - Nergal (Behemoth), Blasphemer (Mayhem) - zawsze ciekawa gitara, mimo że to blackowiec
KLAWISZE- Martin Powell (ex Cradle of Filth) ławka rezerwowych: Mustis (Dimmu Borgir), Annahvahr (Vesania)
WOKAL - i tu może być problem bo jak te ryki nazwać śpiewem, więc wybór może być tylko jeden słowiczy śpiew Shagratha z Dimmu Borgir... (na ławce; Hreidmarr (ex Anorexia Nervosa), Danny Filth (Cradle of filth, ale jak był jeszcze w formie)
I to w temacie mój ukochany, słodziutki black metalowy wunderteam byłoby wszystko drogie dzieci  [/b]
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Sob 16:33, 05 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
Sam się o to prosiłem i mogę mieć pretensje tylko do siebie? No pewnie tak Zazwyczaj tak właśnie jest
.... ale jeśli chodzi o pretensje, to ja tam wolę kolesiowsko poklepywać się po plecach, i z wielkim samozachwytem gratulować sam sobie, że znowu własną ciężką pracą doszedłem do tej ciekawej możliwości, niż zrobić z niej jakiś realny użytek A to, o co się sam proszę, zazwyczaj jest ciekawe jednym słowem, wiem o co prosić hehe
A teraz knock knock. Przyszedłem skręcić wunderteama
No więc gdyby przyszło mi kiedyś do głowy zabrać się w końcu za ten niedoskonały świat i poustawiać w nim wszystko po mojemu, to zaraz pierwszego dnia powstałoby coś takiego:
(Zatytułujemy to sobie Wunderteam X - uważam, że to dobra nazwa dla zespołu będącego moim wundeteamem )
Wokalista: głos Gillana + reszta Morrisona
Bo ten gość z przodu (niczego nie odmawiając tym co się za nim chowają ) to chyba powinien mieć jednak trochę tej nieszczęsnej charyzmy na składzie Morrisonowi natomiast gratulujemy tejże właśnie charyzmy, tekstów, poezji i osobowości ...... ale wokal to jednak przeszczepimy mu od Pana Iana
A gdyby Pan Ian nie chciał się podzielić - nawet w imię tak szczytnego celu jakim jest ustawianie świata po mojemu - to natenczas weźmiemy sobie ten Mike'a Pattona Mike na pewno nie będzie sknerą i wspomoże kumpla
Gitara: W sumie tak sobie myślę, że może być niejaki Page podskakujący dookoła z tym swoim smyczkiem widziałem te jego popisy ostatnio na DVD i bez wątpienia było to wielce efektowne działanie w Wunderteamie X przyda się trochę taniego efekciarstwa a i efektywnie też przecież potrafił; różni tacy do dzisiaj wzorują się na jego riffach i dzielnie (acz z uporem godnym lepszej sprawy) udają, że wcale nie a zatem nasz poczciwy Jimmy może chyba dostąpić zaszczytu zagrania w supergrupie złożonej z moich wielkich fanów
Perkusja: i teraz nadszedł w końcu czas by stanąć ponad podziałami i powiedzieć stanowcze NIE gatunkizmowi W Wunderteamie X za garami zasiądzie bowiem niejaki Buddy Rich, i będzie tam sobie improwizował te swoje Wielkie Improwizacje
Klawisze: no więc tu miałem kłopot, bo albo Ray Manzarek żeby pasował do jazzowych improwizacji perkusyjnych Buddy Richa, albo Jon Lord żeby się po prostu nie krępował i był sobą eeee .... a w sumie to czemu mam się ograniczać tylko jednego skoro mogę mieć ich obu naraz będą się dzielić partiami tak jak im powiem, a jakby się który próbował awanturować to przyjdę i spojrzę na niego znacząco ..... bowiem łaskawy ze mnie patron, a jakże, ale demokratyzacji zespołu tolerował stanowczo nie będę ponieważ mam swoje zasady. Trzeba żyć w zgodzie ze swoimi zasadami. A moje zasady mówią mi, że mój Wunderteam ma robić co mu każę albo odetniemy mu fundusze
Bas: Bez wątpienia Geddy Lee A dlaczego właśnie Geddy Lee? Ponieważ, hehehe, ja go rekomenduję, a swoje postępowe poglądy na należny moim opiniom wielki szacunek tudzież na właściwy przebieg procesu decyzyjnego w Wundeteamie X wyklarowałem już, z sercem jak na dłoni, powyżej howgh
Specjalista ds. marketingu: Andrew Oldham - to, co zrobił ze Stonesami, jak to oni sami przyznają, ustawiło ich na następne 40 lat No i nie ukrywam, że zaprezentowanej powyżej grupie egomaniaków mających zamiar (czy też może obowiązek) specjalnie dla mnie poharcować sobie trochę pod wspólnym szyldem, też przyda się ktoś, kto ustawi ich na najbliższe 40 lat toć chyba nie chcemy żeby ten kabaret szybko się skończył
Ich Ekscelencje Sponsorzy: literka X, rzymska cyferka X oraz matematyczna oś iksów. Cześć sponsorom ....
Acha, no i jeszcze trzeba znaleźć jakiegoś wirtuoza katarynki, albowiem szanowni sponsorzy uważają, że katarynka jest co najmniej niezbędna i nie ma dyskusji
Taka jest wola Xa W sumie powinno działać jeśli nie wybuchnie
--
PS. A które wydarzenia muzyczne 2007 uważacie za najdogłębniej istotowe tudzież dojmujące?
PPS. Oh, by the way Koledze z Kawałka Kulki proszę przekazać mój salut za artykuł w Teraz Rocku
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez X dnia Sob 16:52, 05 Sty 2008, w całości zmieniany 3 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Nie 17:01, 06 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
No dobra skomentuje... bo nie wytrzymam
Drużyna X prezentuje się znakomicie chociaż nie ma co ukrywać w nadchodzącym sezonie ligowym nie jest uważana za faworyta rozgrywek.
A tak na poważnie:
co do wokalu... A gdzie Plant? No z całym szacunkiem, ja bym go nawet na ławce rezerwowych posadził
Gitara: Jimmy Page, qrde nie można się nie zgodzić ten pan jest mistrzem gitary, obstawiałbym go nawet jako kapitana wunderteamu X, z takim liderem jest się w stanie nawet zdobyć puchar
perka: no ładnie   tego Pana bym się nie spodziewał w wunderteamie, może to być czarny koń w zespole, widać, że drogi transfer menago -ściągnięcie Buddy'ego z zaświatów
klawisze: tu mnie nie zaskoczyłeś X-sie ani trochę, tak czułem, że Manzarek będzie u Ciebie gośćił
bass: rush, rush , rush uff jak gorąco klasyk nic dodać nic ująć, to nie Steve di Giorgio, no ale daje radę
Specjalista ds.marketingu: nie wiem czy nie byłby słuszny wybór poproszenie o radę nijakiego ojca Tadeusza R. zwanego Toruńskim Al Capone, on nie jedną ekipę wylansował  
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Pon 23:32, 07 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
dobra. Sam tego chciałeś!
Erni napisał: | Drużyna X prezentuje się znakomicie chociaż nie ma co ukrywać w nadchodzącym sezonie ligowym nie jest uważana za faworyta rozgrywek. |
Nie jest? No nie gadaj, a ostatnio widziałem jak jacyś dziwacy płacili grube miliony za kawałki zużytych biletów
Erni napisał: | A tak na poważnie: |
Na poważnie to choćbym nawet chciał to i tak nie potrafię
Erni napisał: | A gdzie Plant? |
Tam gdzie go posiali ...........
(i za pomocą tej pozornie głupiej uwagi chciałbym unaocznić Szanownym Czytaczom moją opinię na temat wokalu Zeppelina: otóż wg mnie sprawdza się on wyśmienicie ..... w Zeppelinie nawet miałem czasami takie nieodparte wrażenie, że pisali tam muzę specjalnie pod jego hmmm specyfikację głosową co oczywiście dawało piękne rezultaty, acz wcale jeszcze nie czyni Planta odpowiednim kandydatem do tytułu wokalnego miszcza w moim haremie w innym repertuarze daje sobie radę tak sobie - co można było ze zgrozą zaobserwować na koncercie zorganizowanym w hołdzie jednemu takiemu Fredkowi podczas gdy Pan Ian, mam wrażenie, wypadłby świetnie właściwie w każdym secie, i brzmiałby niesamowicie zawsze i wszędzie - nawet śpiewając "Pana Jana" słowem: Gillan ma tę zaletę że wyciągnie wszystko co mu się każe, i właśnie dlatego dostał tę fuchę )
Ale ok, skoro chcesz posadzić kumpla na mojej ławce rezerwowych, to ja Ci go po znajomości tam posadzę i nawet wpuszczę go czasem na scenę ... gdy będę chciał posłuchać kawałków ołowianych baloników
Erni napisał: | Jimmy Page, qrde nie można się nie zgodzić ten pan jest mistrzem gitary, obstawiałbym go nawet jako kapitana wunderteamu X, z takim liderem jest się w stanie nawet zdobyć puchar |
E tam, puchar ........ miliony!!!
(Bo przecież, parafrazując naszą polską Republikę: Ta drużyna jest - tworzona dla pieniędzy! )
Erni napisał: | widać, że drogi transfer menago -ściągnięcie Buddy'ego z zaświatów |
W sumie nie tak znowu drogo - będzie jechał z Morrisonem, a na bilety podwójne dają specjalne zniżki
O qrde. Zapomniałem, że przecież ten cwaniak Morrison nadal żyje a tylko sfingował własną śmierć i uciekł przed sławą coby pisać wiersze i sprzedawać z Elvisem hamburgery na prowincji No to faktycznie mamy problem - nie będzie zniżki
Erni napisał: | klasyk nic dodać nic ująć, to nie Steve di Giorgio, no ale daje radę |
Daje, daje, tylko trzeba ciągle nad nim stać ..........
Erni napisał: | nie wiem czy nie byłby słuszny wybór poproszenie o radę nijakiego ojca Tadeusza R. zwanego Toruńskim Al Capone, on nie jedną ekipę wylansował |
Ojciec chrzestny na pewno pomoże - ale może lepiej nie wchodzić w zbyt bliskie kontakty z Cosa Nostrą?
.... ha! - trzeba będzie oszacować ryzyko i podjąć męską decyzję
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez X dnia Wto 0:03, 08 Sty 2008, w całości zmieniany 3 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
X
Agat
Dołączył: 11 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: X-Files
|
Wysłany: Sob 18:48, 19 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
Dwie nowe płytki
Pierwsza to "arcydzieło" kolesia zwanego w swoich naćpanych kręgach Sydem Barrettem, zatytułowane "The Madcap Laughs". W zasadzie jest to koronny przykład tego, co porabia geniusz na dnie, i samo w sobie nie byłoby w ogóle warte rozpatrywania .... gdyby nie fakt, że jego twórcą jest (było nie było) ten legendarny już niemalże Szalony Sierotek od Pinków i choćby tylko dla uczczenia świętej pamięci wcześniejszych dokonań (takich jak chociażby rzucanie ziemniakami w gong na koncertach ) nie mogłem tej płyty z niejakim szacunkiem nie przesłuchać ..... mimo że czasem to słuchanie wręcz bolało - utwory są niedopracowane, wykonane w jakiś dziwaczny sposób - taki gąszcz chaotycznych brzmień, z całą masą wszelkich możliwych do wyobrażenia pomyłek i błędów. A jednak uważne ucho człowieka znającego, i na swój specyficzny sposób kochającego to, co było najpierw - przed tym straszliwym "śmiechem szaleńca" - jest w stanie także i w nim wychwycić zarys pewnych naprawdę ciekawych pomysłów muzycznych; i nie potrafi się przy tym nie zastanawiać, jaka i ta płyta mogłaby być, gdyby nie ......
Jest zatem coś - coś subiektywnie poruszającego - co ten pokręcony album w sposób nader sugestywny obrazuje: wielki potencjał artystyczny stłamszony nieuleczalną chorobą. Nie jest może rzeczą łatwą do słuchania, ale jeśli zna się stojącą za nim historię, i jeśli w dodatku ta historia była mitem czyjegoś dzieciństwa i młodości - to nie potrafi nie poruszyć. I naprawdę nie ośmieliłbym się oceniać go w skali punktowej.
Dobra. Powiedzmy, że dalszy ciąg tej niby recenzji trącił ździebko patosem i świętymi dębami, i dlatego litościwie postanowiłem Wam go oszczędzić autocenzura
Druga rzecz ma tytuł "Ultimate Santana" i jest autorstwa, a jakże, niejakiego Santany Carlosa Santany Rzecz jest mieszana (z artystą występują takie indywidua jak choćby Chad Kroeger, Rob Thomas, Steven Tyler, Tina Turner, I. Inni ), aczkolwiek nie wstrząśnięta - wstrząśnięty to był śmiech Barretta "Ultimate Santana" jest natomiast jego dokładnym przeciwieństwem - nie obraz końca, a przekrój przez całość, nie totalny bezład a totalne dopieszczenie, nie mit a kawałek dobrej, elektryzującej i przyjemnej do słuchania muzyki niezbyt może ambitnej, ale czy naprawdę wszystko musi być ambitne? Santana jest prawdziwym wirtuozem gitary, potrafi swoją grą roztaczać niesamowite, radosne i trochę "latynoskie" pejzaże, no i ma swój od razu rozpoznawalny, niepowtarzalny styl gry jest tam mnóstwo technicznych trików, naprawdę próbowałem kiedyś trochę pobrzdąkać na gitarze kumpla (ehe ), i została mi z tego głęboka świadomość, że niektóre rzeczy są trudniejsze niż inne i niejaki szacunek dla tych, którzy potrafią grać na takim poziomie to jest prawdziwa mowa instrumentu, do takiej muzyki nie potrzeba już tekstu, nie potrzeba wokalu, i nawet jeśli są - to są tylko dodatkiem i myślę, że ci wszyscy śpiewający "goście specjalni", którzy przewinęli się przez tę płytę, doskonale zdawali sobie z tego sprawę stary, dobry Carlos i jego gitara rzucają czar i grają na emocjach, w takich rytmach można się na chwilę zatracić i poprawić sobie nastrój wada: nijak nie oddziaływuje na płaszczyźnie intelektualnej ale poprawiającym nastrój, radosnym i orginalnym wirtuozom zapewne można to wybaczyć
no i swoje rzekłem
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Erni
Administrator
Dołączył: 06 Gru 2007
Posty: 35
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 22:12, 22 Sty 2008 Temat postu: |
|
|
No więc tak jakby to Ci powiedzieć... mam Mixa
nie żartuję, ale nawet po Twoich pochwałach nie ruszę Santany, nie jestem naprawdę nie jestem jego fanem i powiem bardziej brutalnie...kurde nie podoba mi się strasznie jego gitara ot zawsze tak miałem, coś jak z nie lubieniem zupy jarzynowej...
Co do drugiej płyty nie jest to takie pewne, że jej nie ruszę, gdyż istnieje we mnie pewnego rodzaju przekora . Otóż często słucham płyt, które dostają nieciekawe recenzje. I czasami siebie zaskakuje. Tak było na przykład z płytą Summoninga "Outh Bound", uznaną nota bene najgorszą płytą 2006 roku według Mystic Art. Przesłuchałem raz: no rzeczywiście niezły shit, przesłuchałem drugi: kurde ciągle trąci nieświeżością , przesłuchałem trzeci: rewelacja. I od tego czasu słucham tego regularnie.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Możesz pisać nowe tematy Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|